Kuchnia na wymiar w krakowskim mieszkaniu. Jak dobrze wykorzystać przestrzeń?
Krakowskie mieszkania rzadko bywają regularne. W kamienicy trafiamy na wysokie sufity i ściany, w których nic nie da się powiesić bez kołka rozporowego. W bloku z lat siedemdziesiątych kuchnia ma sześć metrów i okno dokładnie tam, gdzie przydałaby się szafka. W nowym budownictwie aneks otwiera się na salon, więc zabudowa musi wyglądać dobrze z kanapy. Wspólny mianownik jest jeden: gotowe moduły o standardowych szerokościach zostawiają puste centymetry, których później nie da się odzyskać.
Dlaczego zabudowa na wymiar wygrywa w małej kuchni?
Bo projektuje się ją wokół konkretnych ścian, a nie wokół katalogu. Zamiast dostawiać do siebie szafki co sześćdziesiąt centymetrów, można zaplanować korpus o szerokości pięćdziesięciu ośmiu albo siedemdziesięciu dwóch, dokładnie tyle, ile zostało między oknem a rogiem. Zabudowami tego typu zajmują się w mieście autoryzowane salony, między innymi dealer marki Komandor. Osobną podstronę zajmuje kuchnia na wymiar w Krakowie, a po jej otwarciu prześledzisz przebieg współpracy od bezpłatnego pomiaru po montaż i zobaczysz galerię gotowych realizacji. Warto ją przejrzeć przed pierwszą wizytą w salonie.
Które centymetry marnują się najczęściej?
Najwięcej przestrzeni ucieka w miejscach, o których myśli się na końcu. Przy planowaniu warto zwrócić uwagę na:
- narożnik, który bez systemu cargo albo półki obrotowej zamienia się w martwą studnię
- pas nad szafkami górnymi, gdzie zbiera się kurz zamiast rzadziej używanych naczyń
- cokół, mieszczący płaskie szuflady na blachy, deski i foremki
- ścianę między blatem a szafkami, idealną pod relingi i wąskie półki
- przestrzeń pod oknem, w której zmieści się szafka o zmniejszonej głębokości
Suma tych fragmentów potrafi dać nawet metr bieżący dodatkowego miejsca. W kuchni liczącej sześć metrów kwadratowych to różnica między ciasnotą a wygodą.

Jak rozplanować strefy pracy?
Zasada trójkąta roboczego brzmi teoretycznie, ale sprowadza się do jednego pytania: ile kroków dzieli lodówkę, zlew i płytę grzewczą. W wąskiej kuchni jednorzędowej trójkąt zamienia się w linię, więc kolejność ma jeszcze większe znaczenie. Sprawdza się układ, w którym po lewej stoi lodówka, dalej blat roboczy, potem zlew, znowu blat i na końcu płyta. Zmywarkę ustawia się tuż przy zlewie, a szafkę na naczynia nad nią albo obok. Piekarnik w słupku, na wysokości bioder, oszczędza plecy i eliminuje schylanie się z gorącą blachą.
Co z kuchnią otwartą na salon?
Tu dochodzi kwestia wyglądu i akustyki. Fronty bez uchwytów, z frezowanym wcięciem albo systemem push, wyciszają optycznie całą zabudowę. Wysoka szafa w kolorze ściany potrafi zniknąć z pola widzenia, a wyspa oddziela strefę gotowania od wypoczynkowej, dając przy okazji dodatkowy blat i szuflady. Warto zapytać projektanta o okap o niskim poziomie hałasu oraz o wygłuszenie zmywarki, bo w otwartej przestrzeni te dźwięki niosą się do samego okna.
Ile realnie daje zabudowa do sufitu?
W kamienicy z sufitem na trzy metry pas nad standardowymi szafkami to niemal metr niewykorzystanej wysokości. Zabudowa poprowadzona do góry zamienia go w schowek na rzeczy sezonowe: naczynia od święta, garnki do przetworów, zapasowe szkło. Dostęp wymaga drabinki, ale te rzeczy wyjmuje się kilka razy w roku. Dodatkowy zysk jest praktyczny, bo znika półka, na której osadza się tłuszcz i kurz.
Planowanie najlepiej zacząć od spisania własnych nawyków: kto gotuje, jak często, ile osób siada do stołu, czy potrzebne jest miejsce na duży sprzęt. Projektant ułoży z tego układ, ale to Ty wiesz, gdzie w codziennym użytkowaniu naprawdę brakuje miejsca.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.